Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Get Adobe Flash player

Gadki Kociewskie

Kaliskie wandrowczyki

    Bartlewianka

Zwołelim do Bartla wszyske kaliskowe Kociewiaki : i te młode, i te… dycht młode. Wjiela stawjyło sie na wezwanie. Bawjylim sie tó razó i jak zawdy „dycht rychłych po naszamu’. Nie kymrowelim sie niczym, śpśywelim, jedlim, pśylim i sie balowelim.

Nasampjyrw poślim steczkó bez las na przechadzka.  Prowadziyła  nas bez te lanije nasza Basia, co wiela razy szpacyrowała tamój ze swoim Burkym, co woła na niego tak psianknie-  Rufus. Fejn sie przelóftowelim. Przemierzylim steczka, co jó Bartlewianka” nazweli łod Bartla, łod barci. Pewnikym pjyrwy bartniki tu siedzieli i mniód zbjyreli. Tedy my, stare Kociewiaki, poznawelim ta steczka, ale usz na nowa modła łaziylim z kijkami. Pamniyntajta: „Póki wandrujesz- jezdyś młody a niy póki jezdyś młody wandrujesz”!

Ej, śwat- psianknie było!!! Leźlim kele naszygo jęziora Małe Nierybno i drugygo Wielke Nierybno. Podziwielim chójki, sosny, inksze drzewa, zbjyrelim kurki, robjylim bukety. Gdzieogdzie rośli jeżyny, co mocko kłóli nas w rance. Parzawki to latoś tak sie panoszo, że możym sie  w nich utopsić. Jak cie pokłójó to  na rojma dobrze zrobji.

Na naszym biwaku usz na kóminie  paliył sie łogań i pjiekła kiszka, jano palce lizać. Basia szmalcu natopsiyła, że pajdy smarowelim jedna za drugo. Na to wszysko najlepsze na śwecie naleweczki. Felek grał, że  nogi same  niesły. Jak widzita fol było łuciechy.

Musza wóm  donieść, że gościny nóm udzielyła szołtyska Mónika Beling.

Tak pięknie, po kociewsku opisała nasze drugie spotkanie projektowe Ela. Co tu jeszcze można dodać?!  Było radośnie i wesoło, jak zwykle. Każdy przyniósł do picia i jedzenia, na co miał ochotę i dzielił się tym z pozostałymi. Aura dopisała. Słoneczko dogrzewało ciepło i przyjemnie, ile sił znalazło w połowie sierpnia.

Korowód taneczny snuł się wokół gawry i kominka, zdziwione krowiny zza płotu śledziły nasze poczynania wielkimi dobrotliwymi oczami. Wioskowy piesek przybiegł nas odwiedzić i trafiła mu się niezła uczta.
Wokół cisza, spokój, daleko, daleko rozciągały się uprzątnięte ze zboża pola i wykoszone łąki, a horyzont zamykała ciemna ściana lasu.

Projekt dofinansowany ze środków Programu  „Działaj Lokalnie X” Polsko – Amerykańskiej Fundacji Wolności realizowanego przez Akademię Rozwoju  Filantropii w Polsce oraz Lokalną Organizację Grantową  LGD „Chata  Kociewia” w Nowej Wsi   Rzecznej

 

Na następne spotkanie zapraszamy w czwartek  31 sierpnia do Iwiczna. Odjazd autobusu o godz. 17.00 z przystanku PKS

 

 

Krzciny – pokłosie projektu

Krzciny

Co rok to prorok- jo, tak u nas je. Musza zaś miślić o krzcinach. Najlepsi bandzie, jak to na Wielganoc zrobia, razym zez świyntami. Bandzie za jedno roboto. Ale jake imnie dać tamu gzubkowiu? Mómy usz Mariśka, Zośka, Werónka. A jak bańdzie knap to sama nie wiam co tera je modne? Je Janek, Fanc i Aloś. Obaczym co sóm sobie przyniesie, co bańdzie w kalyndarzu.

Musza pomału zgrómadzić lómpki, wyprać i ze świyżygo wymónczkować. Wygotuja tyż becik, co kupsiyłóm, jak tan psiyrszy sia rodziył. Wezna i fejn wyplątują te sztekoraje i bańdzie jak znalazł. W środziek usypałóm mała poduszeczka, jak gysi skubelim, zez samiuśkygo puchu. Na wjyrzch tysz móm schowane taka fejn deczka. Jak bańdzie dziewucha, to wsadza różowa podbitka, a jak knap, to niebieska. Czapeczka i jaczka po tym ostatnym tysz dobra, a pieluchy obhyklowałóm kolorowym kordónkym, bo usz te stare sia poderli od tego cióngłygo prania.

Co zrobia na obiad, tysz sia nie musza frasować. Móm w beczce kawał świni, a i tysz eszcze jaka gyś czy kaczka łazi po oborze. Da z ni czarlina. Móm zawekowane wiśnie, śliwki, a i  japków feste nasuszyłóm. Uszmuruja kawał mniasa i sia wszyske najedzo. Po obiedzie da kucha z krostami i z glancym i bańdzie po krzcinach.

Projekt „Z wizytą u pra…dziadka Mieszka”

listopad 2016

Napisała: Elżbieta Pasterska

Petersburska gadka kociewska

                                            Bylim u Rusków

Na wycieczka pojecheli Polaki. Jedne zez górów, insze znad morza i te, co siedzó kele Warszawy, i te z drugi strony Polski, dzie króle spoczywajó, i my, stare Kociewiaki zez Kalisków. Te znad morza, zez Gdyni,mówio, só najszczańśliwsze  w całki Polsce , bo pewnikem wiater z morza im wszysko zawdy hala: i zdrowie, i to szczyście, i didki, coby mnieli na wicieczka. A nóm, Kociewiakóm zez lasa, to chójki  dajó wiela mocy .Jak idzim na kijki, to ptaszki nóm śpsiywajo, co mómy dzisiaj robić i dzie jechać.

Przyjechelim tą razą do Rusków, łobaczyć, jak to Putin gospodarzy. Jedna to nawet fligrym przylejciała. Chwalba u nich wielga, bo wszysko u nich wielge .I tak je dycht naprawda!  Bylim tam w mieście, dzie żył Psioter I Wielki. Ón doprawdy był  wielgi , miał wjiancy jak dwa metry. Miasto nazweli Piotrogród, łod jego imiania. Ale, kedy rzóńdziył Lenin, to przezweli Leningrad. Późni znówki Petersburg, tak dycht z mniymniecka. Jano ulica łostała Leningradzka i województwo tysz i tera bóńdźta móndre i piszta wjyrsze. Brukujta rozum!

Mostów u nich tyla, co Szarmach łobrazów, czyli cała dupa, jak powiadała nasza Edzia . Na każdan dziań jedan :365 dniów, to je 365 mostów! Jedan długi, drugi drzewianny, inszy wykuty jak bez naszygo kowala Kaźmniyrza, inszy, co sia łotwjyra bez noc, coby statki mogli przywieźć jake towary. Ale byśta widzieli jak take 700 tonów  chwatko idzie w góra! Tedy samochody jeździć nie mogo, muszo sobie poczekać. To jano tak bez noc, a łod ryna usz wszysko sztymuje. Ulice só długe, jak stóndy do Cieciórki, abo do Źblewa i eszcze dłuży, bez mała 10 km. W nocy palo sia milijóny lampów, bo sztrómu tu majo wiela. Jak szyrok  só te ulice, nie uwierzyta, jak nie obaczyta .Osiym pasów, co jeżdżó, w środźku trawnik, co rośnie tam dwa rzyndy drzewów i steczka, szyroka jak ulica. Ludziów wiela szpacyruje, że jano sia szturajó . Turystów tu je wiela z całygo śwata, nawet z Chinów. Jó, jó, Chińcziki jedli z nami łobiad i frisztik.

A pałaców to tu je mnogo, bo same cary żyli. Każdan chciał mniyszkać sóm. Jedan pałac dla cara, dla carycy inszy, coby móg car jaka kochanica przywlec. Synuś tysz chciał, to i jamu wybudoweli, ale jano 44 dniów tam spał, bo skróciyli go o głowa! I tak tu żyli, jak pany, bo „pany mogo”!. Wszańdzie łyskajo  same marmury i kapsie złoto. Na każdy ścianie wiszo wielge łobrazy. Oglóndelim i gadelim, że tak malować to my tyż możym. Gamby mómy eszcze młode, to bańdzim dobrze wyjrzyć i dla potómnych bańdzie na wieczny rzeczy pamnióntka.

Na naszych wycieczkach só tysz take, co ciangam narzekajo, że prowadzim jich łod kościoła do kościoła, ale tutaj tysz tak było. Nasza Zosia(psilotka) wiezła nas, bo wszańdzie je dalek, łod jedny cerkwsi do drugi .Pan Jezus w takim złocie sia nie rodziył, jak tam wjidzielim, żył ubogo. Dziwowelim sia, ile tónów złota je na każdym dachu, co śwyci lepsi łod słónka. W środźku jedne sia żegnajo, fejn śpsiewajo, modlo sia, insze fotki pstrykajo, insze łażo z kónta w kónt, insze eszcze handlujo czym sia da. Tak dycht to nie rozumna, ale Pan Jezus wygnał takich kupców ze świóntyni. Jak wyglóndelim w takich długich feretach i chustkach na głowach, obaczyta na fotkach. Inaczy  cie tu nie wpuszczo. Zawsze to lepsi, bo u nas czasym włażo do kościoła pu goło, jak na jaka plaża. Pokazujo jake majo tatuaże na ryncach i jake stringi wcióngnyli na dupa.

W Pałacu Zimowym tyla izbów było, że zgubjylim nasza Kórnela, chocasz zawsze taka chwatka i duża .Nawet modły w cerkwsi i błogosławjyństwo Batiuszki nie pomogło.

Wieżli nas take dwa młode knapy: Przemek i Mirek. Ile óni w drodze mnieli mniyru! Jecheli tak, coby nikogo nie stuknęli, bo samochodów było sztyry rzyndy i czynsto korek. Jecheli jano prosto i zawsze w prawo kranciyli, bo na lewo ni ma takygo znaku, a i  młodym szuróm sia nie godzi!

Mnielim fejn psilotka. To była taka Zosia, co sia wielce dziwowała, że my wcale gorzałki nie chlejim. Bez dziyń golanie my uchodziylim, że padelim wieczór jak muchy. Zosia była taki dby, co u nas je para seniorów i para doktorów i sa bojim, że bańdzim chore. Ale my sia sztylujim i wódka psijim jano po kóntach, tak jak Tatiana powiadała o Ruskach. Tatiana to nasza przewodniczka, co nas po parkach tak przegnała, że ledwo dychelim .Wiater nóm w łoczy wiał, że jaż Psioter sia w śpitalu znalaz. My usz swój sznaps mómy wychlane i tera możym śpsiywać i o suchym pysku, bo tak sómy nałożne.

Tak to patrzta wejta- to, co dobre chwatko sia kończy.  Bańdzie co łopowiadać, fotki posmotrić i rozglóndać sia za nowo wycieczko.

Elżbieta Pasterska – wycieczka do Petersburga czerwiec 2015r.

 

Dla wyjaśnienia: na początku czerwca kilka pań z naszego Koła wyjechała na wycieczkę Ryga – Petersburg – Tallinn. Trasa okazała bardzo ciekawa, a poznani ludzie niezwykle mili. Powyższa gadka Eli to wynik tejże wyprawy. Obiecaliśmy współtowarzyszom wycieczki, że umieścimy tekst na emeryckiej stronie internetowej, co niniejszym czynimy. Jednocześnie serdecznie pozdrawiamy wycieczkowiczów  i zapraszamy do odwiedzenia naszych stron.

 

Co zrobić z wolnym czasem? Malować!

      O tym, jak niektóre z nas spędzają wolny czas pisze w swojej kolejnej gadce kol. Elżbieta

 

  Przy sztalugach

Co to sia na śwecie nie wyrabia. Dawni baby stojeli przy baliji i na ryfce preli- tera to robji autómat. Pjyrwi baby stojeli i szoroweli trigle i grapy- dziś to robji zmywarka. Pjyrwi baby zamiateli,  szoroweli do białości deski- dziś sóm odkurzacz jeździ po izbie. Jak mnieli trocha fraj, to flankeroweli po wsi, zamanówszy stojeli przy płocie i oglóndeli jak słónko zachodzi, podziwieli jak psiankny je tyn śwat.

Naszym babóm wszysko je za mało! Wszańdzie wjidzó to psiankno i chwatko chcó to namalować, by tego nie zabaczyć. Só nałożne durcham cóś robjić. Jak nie latać z kijami, to we wyrfla grać, jak sia nie pindrować, to brukować rozum i wszańdzie być psiyrsze. Byli tysz łóńskygo roku w naszych ogrodach i posmakoweli, jak łobrazy same wchodzó na płótna. Ale to zaś mało i mało!!!

Ciesza sia srodze, że dyrektorka Chaty od Kultury tysz je artystka i lubji malować. Tamu tysz só warsztaty. Przychodzó tu i seniory i insze baby i te, co erbnyli  jake  talynta i te, co łod szkoły powszechny nie trzymeli w gaści krydki  i pyndzelka.

Nie siedzim dóma jak kukawki, jano dygómy każdan wtorek, bo czeka na nas jedna artystka, Zula (Urszula Zimorska). Obuwómy stare chały, coby sia od farbów nie wysmykotać i stawómy przy sztalugach. Hałasujim srómotnie,bo każda widziała cóś psianknygo, nalazła jaki obrazek i tera chce to namalować. Chwśyłka późni da sia słyszyć, jak szpachelki szorujo po płótnie i pyndzelki furkoczó.  Pytómy ciangam, jak tu wydostać te fejn kolory. Ula ma z nami istne zjadowjynie  i szkoli nas, że nie mómy sia bojić i mniyszać, i mniyszać. Z psiańciu kolorów możym wyczarować całki śwat. Tedy wyłażó psiankne bujóny, japka, chałupy i insze fizmatenta .Nikim sia nie kymrujim i tworzym, a kedy mómy usz prawjie fertich, staje Ula i nóm to wszysko poczwarzy. I tera róbta eszcze raz. Tak musi być i tak je lepsi. I to je dycht prawda. Samni obaczta i stańta trocha dalek i patrzta , bo tak się patrzy na łobraz.

I tak każdan raz psilnie sluchómy, siedzim cicho i sia nie sztylujim, a rosnó z nas same artystki! Obaczta samni.

Elżbieta Pasterska

                                          wernisaż „ Ula Zimorska i uczniowie”  czerwiec 2015r.

Senior w ogrodzie – po kociewsku

                                      SENIOR W OGRODZIE

Kedy sia usz na tym śwecie naruchelim ryncami i nogami i  rozum brukowelim, grelim i sia przy tym bawjylim, to zachciano nóm sia do Raju! Czytaj...

Opowiedz o…-rymowanka po kociewsku

 

                         Opowiedz o…

Dziś Wóm opowiem, moi ludziska
Jak sia bawjyli Seniory w Kaliskach
Do Chaty Kociewia napsiselim
I para ditków na robota dostelim
I choc od co dnia myślim globalnie
Zamanówszy Działelim Lokalnie
I nasamprzód grów nakupowelim
W kómpaniji bawić sia zaczynim
Chińczyk, młynek, scrabble, szachy, „kulki”
Szli w ruch i śmniychy jak kule z dwururki
W boule we Franku turniej zagrelim
I kiszka z ogniska tysz pojedli
A że nie zabrakło naleweczki
To echo niesło nasze piosneczki
W Iwicznie,gdzie Gulgowski sia rodziył,
Każdy scrablle- nowa gra poredziył
Druga niedziela ledwo zlejciała
Cała gromada do Psieców jechała
Tam gosposie bania gotoweli
Kociewskim jadłym  poczanstoweli
A w Bartlu Wielkim królewskie szachy
I na dodatek ubaw po pachy
Psiankne marisie gitara wziyni
I grać i śpsiywać z nami zaczyni
Straż Ogniowa ze śmniychu pankała
Jak grupa Seniorów w „kulki” grywała
Wesoło było w Cieciórce naszy
Warcaby, młynek, chińczyk nie straszny
Tam gotowelim kawa ze stodoły
Placki bulwowe- jasz bebzón boli 
Dla śprytnych jano jenga ostała
Nowa świetlica w Studzienicach otworym stojała
A kedy ŚDPS roztworzył działanie
My kóńczylim wspólne przebywanie
Festiwalym wszytko zakóńczylim
I dby taki sóśmy, że na tym nie skóńczylim
Zima cała przelejci, jedan tydzień,drugi
Bańdzim dali greli i cieszyli sia jak gzuby
Zapraszómy Was wszytkich na to balowanie
Kociewska flóta, psicie, granie i śpsiywanie.

                                                 Seniorzy z Kalisk

                                   Z projektu Seniorze, nie irytuj się

Tekst: Elżbieta Pasterska

 

 

Bulwowe placki

 - Chcesz placka?

-Niy, moja mama co dziyń placki piecze.

-A kucha ty chcesz?

- Jo ,kucha ja chca!

Tera wjyta co je kuch, a co je placek.

Dzisiej usz take nie sóśmy wypragłe kucha. Kociewianki pieko najlepsze kuchy na śwecie. Mama zawdy na niedziela jaki kuch ulini, a jak nie zdóży, to może kupsić nawet ryno po kościele. Gorzy je z plackami, bo wjancy je z tym termedyjów.

- Niech bańdzie pochwalóny…- woła od proga moja wnuczka.

- Na wieki wieków… Siadnij se na zesel i poczekaj chwsiyłka, bo dziś przy pióntku bando bulwowe placki. Latoś na ogrodzie urośli feste bulwy.  Pomóż mi jano przesunóńć stół. Otworza  dekel, a ty wskocz do sklepu.

-Babko, ale tam je ciemnica i mogo być myszy, abo jaki szczur ślypsiami zaśwyci.

- Nic tam nie je. Dytko cie nie zjy! Najwyży jaka ropucha cicho siedzi.

- Ale ja sie boja!!!

- Wskakuj ryn  ruk-cuk i nie gadaj. Nabierz cała kipka, bo walnych musza naskrobać.

- To ja oskrobia- woła dziadek- bo ty za grubo skrobiesz!

- To ja zaczna ryfować, a ty możesz trocha pomóc, bańdzie chwadzi- zaproponowała babka.

- Babko, ała, uryfowałóm sobie paluchy.

-To ta krewka obliż i ryfuj dali, a ja zaczna smażyć.

A jak usz pieczesz, to stojisz i stojisz przy ty patelni, a spod ranki ci jano bieró i mlaskajó i czekajó na wjancy.

- Babko, ja lubia take chrupiónce z frinó i kwaśno śmiytanó. Tedy moga i wtrzóchnóńć ze sztyry patelnie!

Kedy babka placków nasmażyla, to stojeli na placie do wieczora. Na wieczerza to dziadek obłożył chlyb tymi plackami, a i było tak, że wzioń sztóle z tymi plackami do roboty.

- Babko, a wy nie jycie?

- Ja sie usz nawóchałóm, to jich nie chca jeść. Tedy jano ci zaśpśywóm psiosynka, co jedna szkólna nauczyła mnie w szkole powszechny.

               Kartoflane placki pachną aż na drodze

               Skocz, Maryś, skocz pręciutko, skocz na jednej drodze.

               Poproś mamę grzecznie o placek rumiany

               Gorący,  chrupiący, cukrem obsypany.

Autorka: Elżbieta Pasterska

 

Zupa z bani po kociewsku

Zupa z bani po kociewsku.

Na spotkaniu realizującym program „Seniorze, nie irytuj się” zostaliśmy poczęstowani smakowitą zupą z dyni. Każda z nas chciała przepis. Gospodyni z Koła Gospodyń Wiejskich podała. Weśta i zapiszta:

Bania porżnóńć na kawałuszki. Wszystko wewalić w grapa, żeby sia rozbybrało. Jak ta gupsia bania bańdzie mniantka,  dodać łyżka masła, picko soli  i warzywko( ta przyprawa, co wszystke  dajó) i dwa kostki rosołowe .Na kóniec wlać ździebko maggi i trocha mlyka. Pjyrwy feste przesitkować. Możeta dać tysz syrek topsióny, co by była gansta. Tedy życza Wóm smacznygo!

Boże przeżegnaj!

Ta bania w occie gotuje „mój”, ale prawie go nie było dóma, bo był wyjechany. Myślałóm, że sama nie dóm redy i nie wyńdzie i co tedy powiedzó  emeryty? Dałóm niecałe kilo cukru i prawie cała glaska  octu. Gwoździków tysz dałóm do smaku.

Tera sama banda jak ta bania, tyle ji zjadłóm przy kartach przy remiku.

 

Autorka: Elżbieta Pasterska

 

 

Wspomnienia z dzieciństwa – po kociewsku

Wew co sia bawjylim.

Pamientata, jak przy byle jakim fónclu siedzielim w izbie i grelim w „Mensch argere dich nich”? Tak richtych to nie wiedzielim, co to znaczy, ale gadelim po mniymniecku jak nasz lólek. Lólek zawdy gadał po mniymniecku, kiedy chciał, by my nic nie rozumnielim .Siedzielim wkoło okrągłego stołu, bo taki był w każdy chałupsie i grelim. A wywalalim sia ,a śmielim, a kłócilim ile wlazło. Nie raz szmato dostelim bez łeb od mamy. Ale było fejn wesoło!

Mjelim para inszych grów, co dostelim od gwiazdora pod chojanka. Kto to je juhas i baca to dowiedziałóm sia z gry „ Wielki redyk”. A co to je redyk, tysz nie wjedziałóm, bo z górów nie jezdóm.

Para nas w chałupsie było, to zamanówszy  z lólkiem grelim w „Piotrusia”, ale nich  tym Psiotrym nie chciał łostać. Grelim tysz w państwa, mniasta; kółko i krzyżyk; statki…Ile  tych kartków naderlim z zeszytu. Patrzelim jano, czy aby mama nie miarkuje, że zeszyt sia robi coraz cianszy. Na podwórku, na boisku, czy inszym placu ciangam był ruch, durcham latelim po dworzu do ciemnygo. Zjeżdżelim na sankach z górki nawet po ulicy, bo nic nie jechało. Z samygo ryna przejechał jadan żuk z GS-u, co przywoziył chlyb z piekarni, cuker i insza  kolonialka, a cały dziyń ulice byli na nas. Latelim i bawjylim sia w podchody. A jak feste nalugalo i zrobjył sia czysty psiasuszek, to namalowelim kółko i grelim w wojna.Jak się nas nazbjyrało wiany, to pole narysowelim nawet na kocich łbach i grelim w dwa ognie. Pamiantóm to dobrze, bo wnetki zamby straciyłóm,jak byłóm skuta.

Latym na łónce rozkładelim koc i szylim dla pupów lómpki, a przy tym psilowelim małygo brata,co w autku spał .Późni z tego koca budowelim namiot i choć sia ciangam rozwalał, to nie odpuszczelim. A w krzakorach, w tych tarninach, to wymiatelim chrościanno miotło i urządzelim kuchnia, izba. Przynosiylim z pupensztuby taski, talerzyki, ukredlim mamie ździebło cukru, kisielu, wzianim kawy ty ze stodoły, co zawsze stojała na placie, bo bónykawa dało jano na śwanta. Jak znaleźlim  zdechłygo ptaszka, to mu pogrzeb robjylim. Miał nawet trumienka z kartóngu, kulka wykopelim, gróbek usypelim, późni stypa była i z tych tasków od lalków kawa psiylim.

W zimie bez zakute okanko patrzelim na szuńce i dziwowelim sia, ile śmiegu napadało. Wychuchelim w tych psianknych bez mróz namalowanych kwsiatach okrągła durka i kikrowelim, czy jake gzuby nie szli na sanki.

Jak słónko było usz wysok i śmieg stajał, to na chodniku namalowelim „klasy”, „chłopka”, wzianim „grykiel”i skakelim. Skakelim tysz bez skakanka, abo bez skrancóny prowózek, odbijelim pjyłka od muru. A na trawie grelim w noża. A „szmyrgla” kto umiał ,to było ho ho! .Bylim gibke, umielim zrobić fikołki, nawet gwiazda. Jedny wiosny moda przyszła na hula hop .Koszykarz miał robota, co nóm je z wikliny kranciył, a późni my kranciyli kółka do ciymnygo.

Wszystke gzuby cały dziyń lateli po dworzu. Słuchelim czy mama nie woła na wieczerza. A ile to sia nasłuchała : zara, zara… Czasym tysz dało wylinki, że nie słuchelim na słowo. Pyda tedy mniała robota.

Tera gzubów nie wydostaniesz z chałupy,  spod „laptoka”, jak to my mówim, chyba, że feste grajo na dyskotece.

I tak to dawni było…

A tera – chodzim z kijkami, co by gnaty i stawy nóm sia nie zastojeli.

Brukujim rozum, choć i tak gipsie umrzym, hyklujim, więźnim, dłubim w drewnie, wyplatómy  kosze, wyszywómy…a tera eszcze bańdzim greli w gry w te nasze stare i te nowe, co kupsiylim. Łeb mómy nie od parady, to i to pojmnim, a arbatki śwata nóm w tym pomogó.

Tedy „Seniorze- nie irytuj sia”- wszystko bańdzie dobrze!  Dómy rada, jano przyńdź i graj!!!!

Projekt: „Seniorze- nie irytuj się”

Sierpień 2013r.
Autorka: Elżbieta Pasterska

Gadka na 60 – lecie szkoły

Usz dziesiańć roków zlejciało jak obchodzilim –ZŁOTE GODY naszy szkoły. Było to tedy wiela roboty. Ile nas nie było, tyla sia mozoliło.Usz nie pamiętom co sama robiłom, bo na emeryturze troche dopadła mnie sklerozja, jak to Wacek powiadał. Ale jak siyngam pamiańciom to cała buda a je wielga odstrojona była lepsi jak na odpuście. Od proga wisieli same balóny. Czytaj...